Wsłuchana w szum
oddalonych o sto dziewięćdziesiąt sześć kilometrów
dzikich fal
omiatających pobliskie plaże
wszelkie drogi, lasy,
aż w końcu i miasta
by doprowadzić okolicę
do całkowitego spustoszenia
odludnienia
i zagłady.

Niespokojna, lecz za słaba
wypatrywała oddalonych o sto dziewięćdziesiąt sześć kilometrów
granatowych chmur
niczym tratwy dryfujących
na słonym morzu ognistych barw.
Czekała, mimo że miała ochotę biec,
na zwiastowaną burzliwą noc
i upragnioną dzienną gwiazdę.

Niepewność wzbierała w jej myślach,
tworzyła nieporządek, mętlik i chaos
bo nikt oddalony o sto dziewięćdziesiąt sześc kilometrów
nie zdąży do niej przyjść
przed jej snem.

Ostatnie szepty
błękitnookich,
przeszłe spojrzenia
roześmianych,
oboje poznają
otwarte skryte umysły.
Nienaturalnie zwykli,
wyjątkowo prości,
podobnie inni.
Oddaleni, a bliscy.
Nieskończenie oni.

Gdyby spadł śnieg
w środku lata,
łapałabym w ręce
wszystkie gwiazdy spadające z nieba.

Gdyby zatrzymał się czas
po klaśnięciu w dłonie,
podróżowałabym
od dna po same niebo.

Gdyby latarnie zgasły
a na morzu hulałby sztorm,
kierowałabym się gwiazdami
świecącymi prosto w moje oczy.

Tutaj

niebo jest zachmurzone,
a oświetlają je groźne błyskawice
i one nie są wstanie mnie zbudzić.

Bracie,
tam są gwiazdy
na zachmurzonym niebie.


Daleko
za gęstą mgłą
podczas mroźnego sztormu
wśród pieśni morskich fal,
znajdziesz bezdenną głębię.

Niepewność jest zbędna,
nurkuj.
Bez ostatniego wdechu
płyń.

Gub się w wiecznej ciszy i chłodzie.
Top się w mrocznej toni niezrozumianych
w niewiedzy i domysłach,
w tajemnicy i zagadkach,
w czasie i historii.
Popatrz, jak twój umysł
ucieka.

A ty chcesz tu zostać,
chciałbyś otworzyć drzwi.
Pragniesz wejść do mej klatki?
Chodź, tak, zapraszam.
Popatrz jak twój umysł ucieka.


Zimno mi czasami.

Przyjacielu, co jeśli
pewnego dnia zapomnę?
Czy coś stracę?
A może ty?

Przyjacielu, koniec,
 co to znaczy?
Kończąc rozpoczynasz
Ile w tym zysku,
a ile straty?

Przyjacielu, kiedy jest ten koniec?
Kiedy przestajesz zyskiwać,
czy jak zaczynasz tracić?
Przyjacielu. 

Drżące
śnieżnobiałe skrzydła,
spada na nie para łez,
kilka drobnych płatków śniegu.

Czerwone
łagodne oczy
wypatrują wśród chmur - nieba.
Wśród mroźnych łez - zranionych.

Delikatny
wznosi skrzydła.
Falują, połyskując
tysiącami lodowych igiełek.

Chce się wzbić
w powietrze zalane mrozem.
Pocieszyć świat
bosko natchnionym głosem.

Leć, 
niczym motyl.
Walcz, 
proszę
walcz.


It's too cold outside
for angels to fly.
 Ed Sheeran


Za oknem
opadają liście, a
zima się zbliża.
W środku
opadają emocje, a
pomiędzy zima się zbliża.

Nie widzę
ciepłego słońca, a
wspomnienie o tym
sprawia, że czuję chłód.
Nie widzę
ciepłego uśmiechu, a
wspomnienie o tym
sprawia, że czuję ból.

Coraz bliżej chłodu,
nadchodzi zima, a
ona zamrozi świat.
Coraz bliżej chłodu,
idzie samotność, a
ona zamrozi serca.

Lato, tęsknię za tym ciepłem,
za tym słońcem,
za twym pięknem.
Zima idzie szybkim krokiem
razem z pustką,
razem z mrokiem.

Jak pierwszy śnieg,
pierwsze łzy.
Zimno mi.

Po cichu
rozmawiamy
czasem.

W cieniu
zerkamy
na siebie.

Nikt nie wie
oprócz
 nas.

Nikt
oprócz
nas.

Czuję
lecz bez
zmysłów.

Nie ma czasu
ani miejsc.
Jest ciągle pomiędzy.

Nie wiem, co.
Wytłumacz
mi.


Imię masz dziewczęce,
głos również kobiecy,
lecz słowa zupełnie inne.
Do dziewczyny niepodobne. 

Często nietaktownie,
zawsze z przekleństwami,
rzadko po cichu,
ale czasami słyszę troskę.

Wszyscy mają patrzeć,
zawsze jesteś wszędzie.
"Znów błaznuje" mówią,
jednak widzę, jak się peszysz.

Znowu luźne spodnie,
"nie dba o wygląd" mówią.
Ale przecież właśnie widzę
jak poprawiasz krótkie włosy.

Imię masz dziewczęce,
ale kto cię tak nazywa?
Każdy widzi jak chłopak
w ciele dziewczyny się ukrywa.

Ta skromna niewinność,
dar, który każdy
 otrzymuje na początku.
Jeśli chcesz
możesz go stracić. 
Pozwól mu uciec. 
Wystarczy jedna próba.
On nie wróci.
Odejdzie, umrze, bo
nie znajdziesz lekarstwa
na zranioną cnotę, a
serce splamione zepsuciem,
na zawsze takim pozostaje.

O, grzeszny
boję się ciebie.

Czcij ojca swego
Nie potrzebuję nikogo.
i matkę swoją.
A nawet jeśli,
 to nikt mi nie udzieli pomocy.
Na co mi ludzie? 
Nie zabijaj.
Właśnie, po co mi oni?
Mogę z łatwością się ich pozbyć
Nie cudzołóż.
jeżeli staną mi na drodze.
Świat materialny mnie zadowala.
Przecież to z niego czerpię
Nie kradnij.
powietrze, by oddychać i
jedzenie, by jeść.
Nie mów fałszywego
Nie obchodzi mnie co inni sobie pomyślą.
świadectwa
Oni też się ze mną nie liczą.
Nikt nie widzi, że też mam uczucia,
przeciw bliźniemu swemu.
że cierpię, nawet bardziej od nich.
Nie pożądaj żony
Oni są zajęci sobą
albo najbliższym otoczeniem.
Jakby myśleli, że to
bliźniego swego.
zapewni im całe szczęście.
Ciągle się oszukują.
Myślą, że są tacy radośni,
Ani żadnej rzeczy
a tak naprawdę
jest im po prostu łatwo.
która jego jest.
Tak czy owak
są szczęśliwi.

Kto ich tego nauczył?

Tłum,
wiele szarych ludzi,
obcych i nieznanych,
nudnych i podobnych.
Ty też taki jesteś.

Dzisiaj zobaczyłam jak się martwisz.
Niewidzące oczy,
zmarszczone brwi. 
Szukałeś ucieczki,
lub rozwiązania.
Czy czułeś ból? 

Dzisiaj zobaczyłam jak się martwisz. 
Nie rozmawiałeś z nikim.
Nie zwracałeś na nich uwagi.
Patrzyłeś w przeszłość,
wspominałeś coś strasznego.
Czy znów się bałeś?

Dzisiaj zobaczyłam jak się martwisz.
Zamknąłeś oczy.
Wydawałeś się
bardzo samotny. 
Nikomu nie powiesz.
Czy chciałbyś być pocieszony?

Dzisiaj zobaczyłam jak się martwisz.
Potem wstałeś
przekląłeś,
zniknąłeś,
a tam był tylko tłum.

Noc potrafi zakryć część świata,
pozostawiając nas samych ze sobą.
Noc warkocze z uczuć zaplata
nigdy nie uzgadniając niczego z tobą.

Noc potrafi zakryć część świata,
czyniąc go mrocznym, chłodnym, strasznym.
Noc nie zaprasza, noc jest jak strata,
umie stłamsić nawet tych odważnych.

Noc potrafi zakryć część świata,
natura pokazuje swe niecne oblicze.
Demona z człowiekiem próbuje zeswatać,
łapie w swe szpony serca dłużnicze.

Noc potrafi zakryć część świata
przenosząc nas w głąb nas samych.
Czy będziesz pływał przy koralowych rafach
lub frunął w przestworzach bez żadnych granic,
będziesz śnił.
Noc cię utuli i
będziesz śnił, bo

Noc potrafi zakryć część świata.

- - - - - ♥ - - - - -

Wiersz zgłoszę na konkurs "Magia słowa". Taki przynajmniej jest plan - moja nauczycielka podpowie mi jeszcze czy tekst rzeczywiście nadaje się na konkurs. Na początku myślałam, że zgłoszę opowiadanie, lecz na te nie mam kompletnie natchnienia. Wiersz też jest ok. Życzcie szczęścia :)
 22.11.12 edit: Tak, udało się! Zdobyłam drugie miejsce! Cieszę się, że zostałam doceniona :). YAY!

Dlaczego
stajesz na palcach przy niższych od ciebie,
porównujesz swą jasną dłoń do ręki ciemnoskórego,
wskazujesz tęczę przy niewidomym,
śpiewasz ulubioną piosenkę obok głuchego,
żartujesz przy pogrążonym w żałobie?

Udajesz wyższość,
udajesz cały czas.
Nikt tego nie ceni,
nikt cię nie pamięta.

Twoje słowa mają w głowie tylko ci,
których poniżyłeś.
Teraz jesteś tylko gorszy.
Zgorszyłeś samego siebie,
ponieważ udawałeś.


Spójrz, została nam tylko chwila.
Tyle życia każdemu z nas musi starczyć,
aby wypełnić sobą nadchodzącą przyszłość.
Każda dusza jest małą gwiazdką na niebie czasu,
 a wszystkie razem tworzą kosmiczną przestrzeń historii.

Teraźniejszość jest linią graniczną
pomiędzy przyszłością, a przeszłością.
Można iść tylko w  jedną stronę.
Nie spadnij z lini teraźniejszości, to jest cienka nitka.
Nie staraj się zachwiać swojej równowagi,
przepaść prowadzi tylko do kosmosu,
z którego nigdy się nie wydostaniesz.

Nie patrz cały czas za siebie
przez to nie widzisz przeszkód przed tobą.
Nie musisz patrzeć w tył,
aby pamiętać o błędach i wykorzystać to.
Możesz poprawiać swoje wyczucie równowagi,
możesz chodzić zwinniej,
możesz dostrzegać więcej.
Pozwól innym uczyć się od ciebie.

Nie śpiesz się,
ale też nie zwlekaj.
Została ci tylko chwila.

Widzę, że płaczą łzami szczęścia.
śmieją się szyderczym śmiechem,
porażka ich wzmacnia,
a dzięki kłótni się godzą,
nie widzą Wszechobecnego,
czują samotność wśród tłumu,
mają w głowie, ale zapominają,
mają rozum, a nie myślą,
nie robią tego, co obiecali,
mówią o tym, co jest tajemnicą.

Szepcą, gdy kochają.
Wrzeszczą, gdy nienawidzą.

Kto mówi, że trzeba robić, to, co zgodne z naturą?
Otóż widzę, że
nie są tacy, jak w ich naturze
i to jest zupełnie naturalne.




Jestem tutaj.
Ale ciebie nie ma.
Brakuje twojej tajemniczości.
Brakuje wiedzy, która pojawiała się z tobą.
Brakuje kogoś z rozsądkiem.
Kogoś sprawiedliwego.
Brakuje ciebie.
Teraz tu jest pusto.

Jestem tutaj.
Ale ciebie nie ma.
Brakuje dodatkowej energii.
Brakuje podejścia z dystansem, z humorem.
Brakuje kogoś dziecinnego.
Kogoś spontanicznego.
Brakuje ciebie.
Teraz tu jest pusto.

Jestem tutaj.
Ale ciebie nie ma.
Brakuje świeżego umysłu.
Brakuje pytań dążących do zrozumienia.
Brakuje kogoś z otwartym sercem.
Kogoś przyjaznego.
Brakuje ciebie.
Teraz tu jest pusto.

Ciągle mam was w pamięci.
Istniejecie tam.
Mimo to, nie ma was.
I dlatego tu jest pusto.

Mówisz, że liczy się wnętrze, 
a wśród płci wybierasz.

Mówisz, że liczy się wnętrze,
a ciała się wstydzisz.

Mówisz, że liczy się wnętrze,
a pytasz o pochodzenie.

Mówisz, że liczy się wnętrze,
a pytasz o majątek.

Co każą nam liczyć
w naszym materialistycznym świecie?

Kiedy z ciszą przeplatają się
tylko spadające krople deszczu,

kiedy jedynym moim dylematem jest
wybór smaku soku,

kiedy tylko tekst smutnej piosenki,
jest w stanie mnie zmartwić,

kiedy blisko jest drugie serce,
bijące w tym samym rytmie,

kiedy mogę zobaczyć uśmiech
czuję się spokojna.


Rozum mówi: wyjdź!
Zniknij na zawsze, nie powinno cię tu być!
Argumentując Wspomnieniami, zaczyna budować mur.
Jego materiałem jest Strach,
jednak on woli nazywać go Rozsądkiem,
a w rzeczywistości ten siedzi cicho z boku
i tylko się przygląda.

Duma  stoi blisko i pospiesza robotnika.
Czasem owiewa ją chłód Niepewności,
lecz stara się to ukryć.
Sama Niepewność nie wie, gdzie ma się podziać,
ona zawsze taka była.
Szepce o czymś z cegiełkami Strachu,
od czasu do czasu spoglądając na Rozsądek.

Rozum nie ma litości.
Wrzeszczy, bluzga, drapie, szarpie.
Nigdy nie widziałam go w takiej furii.
Spogląda na Rozsądek.
"Co powiesz?" - pyta.
Ten każe czekać, Czas wszystko pokaże.
"Czas! - wybucha Rozum - Ten wariat?
Ja wiem lepiej od niego! Ja temu zaradzę!"

Mur jest coraz wyższy,
aż wreszcie nadają mu imię: Obojętność.
Och, wygląda na taką szczęśliwą,
nic nie zakłóca jej spokoju.
Rozum z Dumą patrzą na swoje dzieło.
Nagle słyszą jęk.
Przeciąga się on w nieskończoność,
uświadamiając wszystkim jak wielki nastał ból.

Z ciemności wyłoniła się Tęsknota.
Wparowała jak burza i spiorunowała wzrokiem prawdziwie winnych.
Duma uciekła pierwsza, nie pozostawiając po sobie niczego,
rozum schował twarz w dłoniach i zaczął żałować.
Tęsknota nie zważając na łkanie,
podeszła do Wygnańca.

Tak słodkiego tworu nigdy wcześniej
 nie miała szansy zobaczyć.
Jest takie kruche
i tak słodko się śmieje.
Jak mogli je odizolować?
Toż to najpiękniejsze istnienie we Wszechświecie.

Otuliła delikatnie Niezrozumianego
własnymi ramionami. 
Nie chciała, by ktoś go skrzywdził,
nie chciała by cierpiał.
Rozległa się wspaniała i łagodna pieśń Tęsknoty.
Słowa powoli cichły,
 pozostawiając za sobą długie, mroczne echo.

Ja wiedziałam, że nadchodzi czas,
 w którym za nic nie chciałabym się znaleźć.
Byłam tego w pełni świadoma,
lecz wtedy nie musiałam się tym zajmować.
Odpychałam tą myśl, nie miała prawa mnie ranić.
Wydawała się taka odległa.

Cieszyłam się moim czasem do ostatnich chwil.
Nie obawiałam się, nie pozwalałam sobie na strach.
Korzystałam z radości, kiedy jeszcze mogłam.
Kiedy jeszcze miałam z kim tą radość dzielić.
Mogłam to robić codziennie.

Czas nie chciał się zatrzymać, nie chciał też iść do tyłu.
Zostałam zmuszona do przyjęcia niechcianego.
Desperacko próbowałam łapać wspomnienia,
umykające mi pomiędzy palcami.
Próbowałam wracać do przeszłości,
odtwarzać ją na nowo,
lecz czas brutalnie dawał mi do zrozumienia,
 że nie zamierza niczego powtarzać.

Nie chcę patrzeć na tygodnie,
nie chcę patrzeć na lata.
Nie chcę trwać w czasie, który nie jest taki jak kiedyś.
Moja obrona jest bolesna.
Próbując biec w stronę przeszłości,
daję możliwość teraźniejszości by mnie raniła,
bo ja muszę być złapana. 
Sama wybieram jej broń - bezlitosne kły,
ostre pazury, które chcą przeciągnąć mnie na swoją stronę.

Mogłabym się pogodzić z moim oczywistym losem.
Czas wyciąga ku mnie dłoń, 
a gdy ja nie chcę dać się prowadzić,
traktuje mnie okrutniej.
Jeżeli nie będę próbowała omijać nieuniknionego,
to może byłabym znowu radosna?

Mam nadzieję,
że mi się uda.
Lecz nigdy nie dam sobie zapomnieć
 o mojej wspaniałej przeszłości.

Twoje oczy są takie niewyraźne.
Jakby zimne, jakby niechętne.
Coś skrywają.
Gdy nie patrzysz w moją stronę,
 potrafię dostrzec w nich  łzy.
Wieczne łzy tęsknoty.

Za to twoje oczy są stale czujne.
Obserwują ludzi, wychwytują cudze spojrzenia.
Mogą przejrzeć każdego, jakby nie tylko patrzyły,
ale także słuchały.
Wykryją kłamstwo.

Z kolei twój wzrok jest pełen natchnienia.
Młody, czuły, a nawet spragniony.
Tak, widać w nim chęć życia,
ciekawość każdej chwili. 
Widać ten błysk nadziei.

Tylko twoich oczu nie umiem opisać.
Może nigdy nie czułam tego, co one przedstawiają,
zatem ciężko mi to rozpoznać?
Pewnie dlatego nie potrafię zrozumieć twoich zachowań.
Pewnie dlatego mnie denerwujesz.


A twoje oczy kiedyś były inne.
Biły od nich energia, optymizm. 
One potrafiły zachęcić do działania. 
Aby twoje oczy mogły pokazywać tylko radość,
trzeba było trochę się oszukać,
 przymknąć oko na niektóre sprawy.
Teraz, kiedy już wiesz, iż to nie sprawiło, że te sprawy zniknęły
twoje oczy stały się niezdecydowane. 
Jakby przyzwyczaiły się do swojego pozytywnego "wyglądu"
i nie mogły pogodzić się ze zmianą panującą w twojej głowie.
One nie chcą przyjąć prawdy.


Niech słowo zostanie zgaszone słowem,
niech śmierć skończy się śmiercią.
Płomieniem gaśmy pożar,
zło oddawajmy z rąk do rąk.
Mścijmy się, mścijmy!
Rozsiewajmy gniew i złość!
Niech zazdrość zapanuje,
 a wybaczenie odejdzie w zapomnienia głąb.

Pamiętajmy o tych błędach,
jakich dopuścili się przyjaciele.
Skreślmy ich z naszej listy,
niech cierpią bardziej niż my!
Gardźmy wrażliwymi, gardźmy tymi, którzy krusi!
Oni na nic się nie zdadzą, na co nam ich uczucia?
Na co nam ich miłość, podczas gdy my mamy płomień!

Spalmy te listy, spalmy te wiersze!
Niech języki ognia pochłoną też zysk!
Ten żar tlący się w sercach pełnych nienawiści,
ten czarny dym panujący w ich wnętrzu.
On ich więzi, oni nie znają drogi ucieczki.
Oni nie widzą, nie widzą cierpiących dusz.
Oni nie słyszą, nie słyszą o litość krwawych próśb.
Oni nie czują, nie czują niczego prócz pustki.
Oni nie chcą, nie chcą niczego prócz władania.

Tak, stwórzmy królestwo nienawiści.
Gdy spłonie już wszystko, co posiadamy
i w sercach zapanuje bieda,
za to w oczach bogactwo łez,
zaczniemy szukać człowieka.
On jedyny nam pozostanie.


Mogę pytać:
Kiedy to się skończy?
Jutro, za miesiąc,
czy będzie się ciągnąć przez całe życie?

Po co to wszystko?
Nie widzę sensu,
nie rozumiem dlaczego wszystko nagle jest złe.
Kto mi wytłumaczy?

Czemu akurat mi się to przytrafia?
Inni ludzie mogą spać spokojnie,
podczas gdy ja pamiętam tylko bezsenne noce.
Kogo mam winić za wybranie mnie?
"- Chcesz powiedzieć, że... nawet jeśli jutro przeżyję, będę uciekał przez całe życie?
- Tego nie powiedziałem. Możesz uciekać albo walczyć. Zawsze jest wybór." - Michelle Paver
Kiedy? Ile? Po co? Dlaczego?
Na te wszystkie pytania nie uzyskasz odpowiedzi,
 jaka jest ci potrzebna. 
Spróbuj zatem sformułować pytanie tak, 
żeby dało ci rozwiązanie,
które rzeczywiście ci pomoże.

Co mam zrobić, aby było lepiej?
Z kim mam porozmawiać?
Czy chcę, aby się wszystko zmieniło?

Na te pytania sam znasz odpowiedź.
Zastanów się.
Działaj.

Tyle uczuć,
tyle pragnień, marzeń, a nawet planów
zostało stłumione.
Brutalnie wygaszone.
Zmuszone do milczenia.

Ale one nie odejdą.
Jasne, że będą się błąkać
w bezsensownej otchłani zapomnienia,
ale nie odejdą.
Czego raz się doznało
czy w świecie zewnętrznym, 
czy wewnętrznym,
zostaje w nas na zawsze
 jako przeżycie, doświadczenie.
To wszystko nas buduje.

Lecz okropne jest, żyć z poległymi marzeniami,
które nigdy nie ujrzały światła dziennego.

Mnóstwo słów zostało rzucone na wiatr.
One wszystkie były zbyt puste, by nie odlecieć.
Nawet część nie została wypełniona czynami.
Wszystko zostało odrzucone.
Teraz jest wypychane
 do najgłębszych pieczar zapomnienia.

Nie zwracaj uwagi na kolory,
to tylko mylna gra świateł.
Zapomnij o ich nazwach.

Nie zważaj na tkaniny,
one się niszczą, to nic trwałego.
Zrzuć je.

Nie patrz na ręce,
a wyciągnij swoje.
Spójrz w oczy.

Nie mów językami,
one ograniczają.
Zrozum bez słów.

Znajdź w sobie człowieka.
Znajdź tego, kim się urodziłeś.
Kogokolwiek odszukasz - bądź  dobry.

Bez zazdrości,
bez nienawiści,
kochaj.

W pewnej książce przeczytałam, że
prawda jest "stopniem poznania".
Jeżeli w czajniku gotuje się woda, 
to mogę powiedzieć:
"Woda gotuje się pod wpływem ruchu,
 który powoduje drganie cząsteczek wody"
Mogę powiedzieć także:
"Woda gotuje się, ponieważ
 włączyłam odpowiedni guzik na czajniku"
Mogę także stwierdzić, że:
"Woda gotuje się,
 dlatego że mam ochotę na herbatę".

Wszystkie odpowiedzi są prawdą,
to tylko "stopień poznania".
Stąd mogły powstać wszelkie religie.
Każda z nich próbuje znaleźć odpowiedzi
 na dręczące nas pytania.

Można powiedzieć:
"Woda gotuje się, bo Bóg chce, żebym nie była spragniona",
jednak kolejne odpowiedzi,
 wraz z wzrostem "stopnia poznania",
wykluczają poprzednie odpowiedzi,
które kiedyś mogliśmy uważać za prawdę.

Prawda występuje tylko tu i teraz.
Prawda jest prawdą, dopóki ktoś nie dowiedzie, ze jest inaczej.
Albo po prostu się to zmieni.
Kochasz swojego chłopaka?
Dzisiaj jest to szczera prawda.

Każdy ma swoje własne prawdy.
Jeżeli dwie osoby się pokłócą, 
to obie sądzą, ze to ta druga zawiniła.
Mają swoje poglądy na sytuacje
i obie mają rację.
Mimo, że są to inne racje.

Czy istnieje coś takiego, jak prawda?
Oczywiście.
Jednak nie ma takiej rzeczy, 
która mogłaby być wyjaśniona tylko jedną prawdą.

Gdy się tutaj urodzisz,
pierwsze, co widzisz, to świat bez skazy.
Pierwsze, co słyszysz, to szepty.
Czułe szepty Matki.

Będąc tutaj możesz dotrzeć do celu,
jaki stawia przed tobą życie.
Możesz być takim, jakim cię stworzono,
takim jakim chcesz być.
I nikt cię za to nie zgnębi.
"Człowiek, który powinien być perłą Stworzenia, zbyt często jest jego brzydotą." - Maria Valtorta
Możesz odetchnąć rajskim powietrzem,
powietrzem, które podtrzymuje cię przy życiu.
Bez niego zgaśniesz, tak samo jak ogień.
Bo nie oszukasz Matki,
nie musisz oszukiwać.
Żyjesz na tym świecie.
Wspaniale żyjesz.

Oto jest świat
bez człowieka.


Niszczycielu sensu istnienia,
zakłócasz naturalny bieg życia.
Nie pozwalasz, by została dopełniona wieczność,
ciągły, niezmienny i płynny bieg życia.

Władco martwych lasów,
korzystasz z żyć cudzych, 
samemu oddając jedynie cierpienie,
pustkę, strach i śmierć.

Wrogie dziecko natury,
mówię do ciebie, do zaprzeczenia esencji stworzenia.
Niewdzięczny, ty powodujesz zniszczenie źródeł,
ty powodujesz zgubę wśród niewinnych,
ty chcesz władać,
ty chcesz posiadać,
zawsze Ty. 
"Przed tobą drży potężny lew
Przed tobą cichnie ptaków śpiew
Przez ciebie żółknie trawy źdźbło
Źródło ucieka w Ziemi głąb"

- Marek Sochacki
Morderco matki,
wiedz, że twa swoboda w sianiu zniszczenia,
będzie miała koniec.
Każdy czyn, każdy ból, który odczuła stworzycielka,
będzie zapamiętany, a twa niewzruszona twarz
będzie wyrażała cierpienie, jakiego nigdy wcześniej nie miałeś szansy poznać.
Tak, to czeka na ciebie juz teraz,
ponieważ każdy cios i każdą obelgę
świadomie skierowałeś w stronę domu.

Dusza nagle została uwolniona.
Ona stanęła na pograniczu naszego świata,
a tego, do którego tylko ona może wejść.
Bez ciała, bez tego więzienia,
które pozwala jej być jedynie "tutaj".

Dusza przez moment, przez te kilka marnych chwil
mogła poczuć wolność.
A przynajmniej wydawać się mogło, że to poczuła,
o ile tak to się nazywa.

Zrozumiała, dowiedziała się co tam jest.
Tam, poza ciałem.
Chciała zostać, chciała pójść dalej w tą stronę.
Raj był tak blisko.
O ile odległość jest tam różnicą.

Lecz wróciła do klatki, 
do swojej dotychczasowej izolatki.
Ale ona już wie, a jej ciało się domyśla,
że kiedyś tam powróci.
"In the night, the stormy night, she'll close her eyes,
 In the night, the stormy night, away she'd fly,
 And dreams of paradise" - Coldplay
To był przypadek,
tak nie miało być.
Próbna śmierć,
śmierć kliniczna.