Ja wiedziałam, że nadchodzi czas,
w którym za nic nie chciałabym się znaleźć.
Byłam tego w pełni świadoma,
lecz wtedy nie musiałam się tym zajmować.
Odpychałam tą myśl, nie miała prawa mnie ranić.
Wydawała się taka odległa.
Cieszyłam się moim czasem do ostatnich chwil.
Nie obawiałam się, nie pozwalałam sobie na strach.
Korzystałam z radości, kiedy jeszcze mogłam.
Kiedy jeszcze miałam z kim tą radość dzielić.
Mogłam to robić codziennie.
Czas nie chciał się zatrzymać, nie chciał też iść do tyłu.
Zostałam zmuszona do przyjęcia niechcianego.
Desperacko próbowałam łapać wspomnienia,
umykające mi pomiędzy palcami.
Próbowałam wracać do przeszłości,
odtwarzać ją na nowo,
lecz czas brutalnie dawał mi do zrozumienia,
że nie zamierza niczego powtarzać.
Nie chcę patrzeć na tygodnie,
nie chcę patrzeć na lata.
Nie chcę trwać w czasie, który nie jest taki jak kiedyś.
Moja obrona jest bolesna.
Próbując biec w stronę przeszłości,
daję możliwość teraźniejszości by mnie raniła,
bo ja muszę być złapana.
Sama wybieram jej broń - bezlitosne kły,
ostre pazury, które chcą przeciągnąć mnie na swoją stronę.
Mogłabym się pogodzić z moim oczywistym losem.
Czas wyciąga ku mnie dłoń,
a gdy ja nie chcę dać się prowadzić,
traktuje mnie okrutniej.
Jeżeli nie będę próbowała omijać nieuniknionego,
to może byłabym znowu radosna?
Mam nadzieję,
że mi się uda.
Lecz nigdy nie dam sobie zapomnieć
o mojej wspaniałej przeszłości.




