Słowa są dziwne. Niby się przydają, a jednak zdają się tylko komplikować.
Słowa są niematerialnym budulcem świata. Światów. Wypowiedziana jest w nich przeszłość, przepowiedziana przyszłość. Teraźniejszość mamy jedną, za każdym razem nową, zaktualizowaną, świadomość za późną - opóźnioną.
Uchwycone w słowie, w momencie jego sformułowania, już przeszło do zapamiętanego. Widzisz, że teraz się uśmiecham, nie widziałeś tego wczoraj, zatem opowiem ci, opiszę wspomnienia.
Wspomnienie zaś, przewrotnie, choć jest pamiątką z przeszłości, istnieje właśnie teraz. Opowiadając o nim, mówię w istocie o moim obecnym stanie - o tym co teraz siedzi mi w głowie, jakie obrazy, jakie tożsamości.
Bez słów nie bylibyśmy niczym więcej niż kłębkiem stale kotłujących się emocji, nieprzerwanie zmieniającą się miną. Nie byłoby miejsca na sztuczne uprzejmości, kulturowe uwarunkowania czy inne etykiety i kategorie. Tylko emocje, bez szansy argumentacji. Szczerość, fair play albo siła.
W słowach kryje się nieugięta siła. Taka, co małych wznosi ponad chmury, wielkich zniża do poziomu kantorka pod schodami. Siła bez oparcia w złocie, waluta umowna, sama w sobie.
Wszak wiadomo, że od początku było słowo.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz