I used to be a leading star and now
there's no more room above the horizon 


Wpadliśmy na siebie jak grom z jasnego nieba
sztorm zabujał nas przez te lata karuzelą
burzliwe noce, krople oszczepem przekuwały coraz
to szersze tafle, pozatapiane kopytem po kość całą
deszcze gęste jak grzywa rozpędzonego rumaka, gnaliśmy
nie znaliśmy ukojenia, a wkrótce
lejąca się kurtyna przeszarzała się do
monotonnej mżawy, deszczyku ledwie co
kapuśniaczek
co pokropi 
to uschnie w chwilę
zeschnie
wyschnie
nie było go i zniknie...



Od koniuszków palców, iskierka z lewej,
Po skrzydło z drugiej strony, krawężnik, 
pięta za twoją, opalone niebo mruży
się, powoli tylko, ale z zawzięciem,
oporem, potem, siłą, tak i już, prószy,
a wzlatuje, ćwierczy, czerwienieje, 
rozpościera ją niedrgnięcie własną
w istocie, a niby dzieli się, przegląda
w klatce, oh, rozkoszy, tyle własności
w tej wspólności, tyle oddzielności
w bliskości twojej
i mojej.


Nie będę tęsknić za tobą,
nie chcę, nie chcę tęsknić
za tobą.