Czy słyszysz łabędzi śpiew?

Informacja dla zainteresowanych wierszami na tym blogu:
Wszystkie posty przestaną być dostępne od 1 lipca. Blog będzie prywatny. Nigdy nie zamierzam go reaktywować.

Jeżeli jakikolwiek czytelnik bloga pragnie dalej obserwować moją twórczość, może mnie znaleźć tutaj:


On zawsze jest gdzieś z tyłu
śledzi mnie każdego dnia
czuję jego zapach

On wdziera się szponami do wnętrza
szarpie płuca, krępuje wdech
dusi serca, aż zsinieję
dręczy i czeka aż uronię pierwszą łzę

Znika z pola widzenia
na moment
i do ucha na palcach się zbliża

ja czasem tu jestem
a może nie jestem?
może ci się zdaje
przesadzasz
wyolbrzymiasz
daremna istoto

nikt cię już nie słucha
nikt
cię już nie chce
nędzna istoto

tylko ja jestem z tobą
a ze mną nie masz nikogo
marna, licha, żałosna istoto.

.~♥~.

On, nie człowiek, to demon
demony żyją w ludziach
żeby zabić demona
trzeba zabić człowieka.






Są ludzie, którzy żyją dla pasji
stale rozwijają swój talent
codziennie poznają nowe
dzielą się nimi z ukochaną
proszą ją o cenną radę
i bez tego nie umieliby żyć.

Są ludzie, którzy żyją dla pieniędzy
co rano liczą każdy zebrany grosz
pracują nad nowymi sposobami
aby zgromadzić ich więcej
a potem zachować je dla siebie
lub podarować bliskiemu w prezencie
i to sprawia, że wiedzą jak chcą żyć.

Są ludzie, którzy żyją dla podróży
wyruszją w świat
odkrywają nieznane lądy
poznają odmiennych ludzi
kosztują niecodzienne potrawy
zabierają ze sobą przyjaciół
i właśnie dlatego kochają żyć.

Są też ludzie, którzy żyją dla Ciebie
wstają o świcie z łóżka, by zrobić Ci śniadanie
odkładają ulubioną książkę, by sprawdzić, czy nie płaczesz
układają ci włosy, gdy są w nieładzie
plotą wianki z kwiatów i nimi je ozdabiają
ponieważ Ty jesteś ich całym światem
uwielbiają żyć i zimą i latem.

.~♥~.

Czasami jednak, wydaje się, że naprawdę nie mamy po co żyć. Ale przecież inni mogą żyć po to aby być z nami. Jesteśmy im potrzebni. Jesteśmy ich całym majątkiem, mamy dla nich wartość wyższą od największego złoża złota.
Ocean codziennie śpiewa nową melodię, po to abyś mógł jej wysłuchać. Deszcz bębni w parapet, żebyś mógł się zrelaksować. Twoje oczy błyszczą, abyś mógł wyglądać pięknie. 
Słońce wstaje rano razem z tobą i świeci pięknym blaskiem, tylko po to abyś Ty mógł żyć.

I have to stay inside all day
till I find some needed cure
I'm sick of isolate my fragile soul
I've put down roots in spiritual dimension
when I want go out I hear only rejection
between mine and ours there's boundary - shyness
causes that I can't be uninhibited, can't feel flawless
can't find an edge by which I'd destroy the cage
and maybe I would not fade away
if I didn't stay inside all day.

Angel


Let me stand beside you,
just move a little closer,
or just walk next to you;
be with you for a while or moment.

Let me look at you,
see your smile,
focus on every detail of your lips;
notice every movement.

Let me talk about you,
think about you,
stay with you in my daydreams
and make some more, more, more…

Let me take you into my head at night,
dream about you,
admire you
and adore you so much.

Just allow me to do that
and I don’t want anything more -
do not come to me, please,
do not look at me,
do not notice me,
forget me.

Let me just
and only
love you.

Gdzie są oczy tak zakłamane
słowo fałszywe, obietnice złamane
Gdzie jest ta maska z cudzych zagubionych piór
Dlaczego na kogoś zawsze czyha twój sznur

Ale dzisiaj
ten błysk w oku, gdy znajdziesz myśl zapomnianą
uśmiech nieśmiały okalający słodką buzię rumianą
drżący szept wspominający rozmowę krwawą
ta dziecięca mina, kiedy oczy piękne łzawią

Ale dzisiaj
prawda, perłą chowaną w sercu
nie będzie chroniona
poraniona na zawsze przez ukrytych morderców
samo serce ich chowa

Ale dzisiaj
gdzie są oczy tak zakłamane?

Gdy demony, upiory i diabły
z opowieści twoich snów
uciekną spod dziecięcych łóżek
spłoną wraz z pierwszym blaskiem wiosny
utoną wreszcie we łzach trwogi
zamknął swe oczyska
umrą z głodu i pragnienia
one
one nigdy nie odeszły
one nigdy
a ty
patrzysz w górę, na anioły, głupcze
jutro z twoich ust buchnie płomień
jutro zadusisz w szponach żywe serca
jutro przytrzymasz miłość pod taflą świętej wody
jutro rozszarpiesz rozkrwawione gardła
przetniesz po kolei każdą siną żyłę.

Demony
nie umierają
razem z ich świątynią.



Nadzieja wypełniająca jaśniejące niebo i
pierwszy, najpiękniejszy promień o świcie,
błyszczący między młodymi, szepczącymi łzami
pomiędzy którymi bystry czmycha zefirek,
co tajemnicą owiał krajobraz
co się skrada
co się ukrywa
który zachęca dzikie, łagodne ptaki,
aby śpiewać sielską pieśń,
lecz cicho, ukradkiem,
w milczeniu zanuciły błagania;
jedyną prawdziwą modlitwę.
Wnet podniosły lament przy kolejnym szepcie łez,
gdy płaszczem okrył cię wiatr,
gdy skądś z góry znów spadł deszcz.

To nie było tak, że nikt go nie słuchał. 
On sam ucichł, zaniemówił, stracił głos; 
Przestał rozmawiać i nikt go nie zmuszał. 
Chyba sam zgotował sobie taki los. 

Wydawało mu się, że przyszła zima, 
Każdy podmuch wiatru, nawet zefirek, 
Obsypywał go gradem mroźnych igieł 
I nikt nie czuł chłodu, z którym on się mijał. 

Jego ciało, jeszcze kruchsze niż wcześniej, 
Przy każdym kroku było bliższe ruinie. 
Każdy ruch odczuwał coraz boleśniej, 
Każdy upadek przypominał lawinę. 

Nie zauważył, kiedy przestał oddychać, 
A jego cienkie skrzydła zaczęły gnić 
Opadły, zwiędły i jęły się usychać. 
Powoli upadał, nie mogąc już śnić. 

 Tak zaczęły się topić, ta para arcydzieł. 
Nie wiedział nawet, gdzie morze je zabiera. 
Koło niego trzepotało wiele barwnych skrzydeł, 
Więc nikt nie zauważył, że motyl umiera. 

Idąc ulicą
wcale nie idę
ja latam
ja pływam
ja marzę.
Zrywając kwiaty
wcale ich nie zrywam
ja szukam
ja leczę
ja marzę.
Rozmawiając z tobą
wcale nie rozmawiam
ja obserwuję
ja udaję
ja marzę.
Płacząc
wcale nie płaczę
ja tonę
ja spadam
ja marzę.
Żyjąc
wcale nie żyję
ja marzę.