Wsłuchana w szum
oddalonych o sto dziewięćdziesiąt sześć kilometrów
dzikich fal
omiatających pobliskie plaże
wszelkie drogi, lasy,
aż w końcu i miasta
by doprowadzić okolicę
do całkowitego spustoszenia
odludnienia
i zagłady.

Niespokojna, lecz za słaba
wypatrywała oddalonych o sto dziewięćdziesiąt sześć kilometrów
granatowych chmur
niczym tratwy dryfujących
na słonym morzu ognistych barw.
Czekała, mimo że miała ochotę biec,
na zwiastowaną burzliwą noc
i upragnioną dzienną gwiazdę.

Niepewność wzbierała w jej myślach,
tworzyła nieporządek, mętlik i chaos
bo nikt oddalony o sto dziewięćdziesiąt sześc kilometrów
nie zdąży do niej przyjść
przed jej snem.

Ostatnie szepty
błękitnookich,
przeszłe spojrzenia
roześmianych,
oboje poznają
otwarte skryte umysły.
Nienaturalnie zwykli,
wyjątkowo prości,
podobnie inni.
Oddaleni, a bliscy.
Nieskończenie oni.