Nadzieja wypełniająca jaśniejące niebo i
pierwszy, najpiękniejszy promień o świcie,
błyszczący między młodymi, szepczącymi łzami
pomiędzy którymi bystry czmycha zefirek,
co tajemnicą owiał krajobraz
co się skrada
co się ukrywa
który zachęca dzikie, łagodne ptaki,
aby śpiewać sielską pieśń,
lecz cicho, ukradkiem,
w milczeniu zanuciły błagania;
jedyną prawdziwą modlitwę.
Wnet podniosły lament przy kolejnym szepcie łez,
gdy płaszczem okrył cię wiatr,
gdy skądś z góry znów spadł deszcz.

